3/05/2008

Czy można odrzucić filozofa na podstawie jego biografii.

Wielu uznaje że nie. Że liczą się tylko Słowa, i że Słowa są (po zaistnieniu) są samistne i oddzielne od pisarza.

I once had a Tai Chi instructor who explained the difference
between Chinese and Western medicine thus: “Western
medicine is based on corpses, things that you discover by
cutting up dead bodies and pulling them apart. Chinese
medicine is based on living flesh, things observed from vital,
moving humans.”

The explanation, like all good propaganda, is stirring and
stilted, and not particularly accurate, and gummy as the hook
from a top-40 song, sticky in your mind in the sleep-deprived
noontime when the world takes on a hallucinatory hypperreal
clarity. Like now as I sit here in my underwear on the roof of a
sanatorium in the back woods off Route 128, far enough from
the perpetual construction of Boston that it’s merely a cloud of
dust like a herd of distant buffalo charging the plains. Like now
as I sit here with a pencil up my nose, thinking about
homebrew lobotomies and wouldn’t it be nice if I gave myself
one.

Deep breath.

The difference between Chinese medicine and Western
medicine is the dissection versus the observation of the thing in
motion. The difference between reading a story and studying a
story is the difference between living the story and killing the
story and looking at its guts.

School! We sat in English class and we dissected the stories
that I’d escaped into, laid open their abdomens and tagged their
organs, covered their genitals with polite sterile drapes,
recorded dutiful notes en masse that told us what the story was
about, but never what the story was. Stories are propaganda,
virii that slide past your critical immune system and insert
themselves directly into your emotions. Kill them and cut them
open and they’re as naked as a nightclub in daylight.

The theme. The first step in dissecting a story is euthanizing it:
“What is the theme of this story?"

Let me kill my story before I start it, so that I can dissect it and
understand it. The theme of this story is: “Would you rather be
smart or happy?”
-- Cory Doctorov "Eastern Standard Tribe" z http://craphound.com/est/ BTW: Jest świetny!



Po pierwsze ten cytat wskazuje różnicę między czytaniem ksiażki a egzegezą (hermeneutyką? - dalej nie wiem co to słowo znaczy) tekstu. Ale to jest oczywiste i widoczne, a dżentelmeni nie rozmawiają o oczywistościach.

Moje myśli poszły innym torem - życie książki jest jakoś powiązane z życiem autora, a w każdym razie powinny być. Ja staram się nie budować barier pomiędzy mną a tekstem, staram się żeby tekst który piszę był zgodny z tym co myślę o świecie (a z innych powodów staram się żeby to co myślę o świecie było zgodne z tym jak w nim działam). Staram się żeby życie zawarte w książce było moim życiem. W ten sposób wiem o czym piszę oraz uznaję że piszę rzeczy, które raczej zmienią świat na lepsze, bo uznaje że jaki-bym-nie-był to wystaję ponad przeciętną (i to nie tyle w sensie jakichś możliwości, ale sposobów myślenia). Jeśli ktoś będzie czytać moją biografię i okaże się że jednak jestem życiową dupą zdyskwalifikuje to moją filozofię.

A co z filozofami których książki są od ich życia odseparowane? Nie wiedzą o czym piszą.

2 comments:

Fedon said...

Czyli filozofia jako odpowiedź na konkretne (=praktyczne) problemy egzystencji. Aczkolwiek można traktować filozofię tak jak Rorty - jako część literatury. I w przypadku dyskursu filozoficznego, i dyskursu literackiego mamy do czynienia z tym samym (takim samym?) autokreacyjnym i wyobrażeniowym aktem twórczym.

Ja jeszcze się nie zdecydowałem.

Hermeneuci: Augustyn, Schleiermacher, Dilthey, Heidegger, Ricoeur, Gadamer...

Cenię szczególnie dwóch ostatnich.

Świetny blog. Chylę czoła i pozdrawiam.

jb said...

> Czyli filozofia jako odpowiedź na konkretne (=praktyczne) problemy egzystencji.

Sam raczej skłaniam się do filozofii postaw a nie filozofii wiedzy. Nie odpowiadam na problemy, raczej tak staram się budować postawę (swoją i innych) by problemy same się rozwiązały.

Filozofia jest o tyle odpowiedzią o ile rzeczywiście powinna owe problemy niwelować, natomiast nie jest nią genealogicznie (nie wyrasta z problemów).


PS. Po długich wczasach wracam do roboty.